Lola obudziła się znowu, trawiona przez okrutne pragnienie. Niewątpliwie przeholowała z alkoholem. Od tańczenia była cała poobijana i bolały ją nogi. Po krótkich oględzinach stwierdziła jednak, że była to dobra impreza i warto było. Spała jakieś dwadzieścia minut. Nie była pewna co się stało, wiedziała tylko że miała koszmar. Nie pamiętała go dokładnie. Zamknęła oczy i spróbowała go sobie przypomnieć. Zobaczyła stary, wielki, straszny las pełen ciemnych zakamarków i wybuch. Nagły wybuch jasnego, błękitnawego światła. Przyjaciele... też tam byli. Tak, teraz zobaczyła to wyraźnie. Umierali. Ginęli trawieni przez niebieskie płomienie. Nie, nie chciała na to patrzeć. Bała się i brzydziła jednocześnie. Natychmiast otworzyła oczy. Odwróciła się. Tuż obok leżał Chris, wtulający twarz w jej włosy. Ruszając się sprawiła, że zaczął się budzić. „Niech śpi" - pomyślała i zamarła w bezruchu. Chłopak zwinął się w kulkę i znowu zasnął. Teraz mogła spokojnie wstać, bo w końcu puścił jej włosy. Cichutko odsunęła się od Chrisa i podniosła się z materaca. Powiodła wzrokiem po pokoju w drogim apartamencie bogatych rodziców Taylor. Wszyscy przysypiali. Podeszła do swojej torby i wyjęła z niej wodę, wzięła kilka łyków i podniosła spod kanapy ostatni wolny koc. Odwróciła się i narzuciła go na Chrisa, który cichutko mówił coś przez sen. Jego twarz wyginała się w dziwnych, przerażających grymasach. Wyglądał, jakby nie śniło mu się nic dobrego, wręcz przeciwnie. Lola przez chwilę zastanawiała się, czy mu nie ulżyć i go nie obudzić, ale po chwili doszła do wniosku, że może lepiej będzie, jak zostawi go w spokoju. Wyprostowała się i ponownie rzuciła okiem na salon. Popatrzyła na twarze śpiących postaci. Po dłuższej chwili stwierdziła, że brakuje jej Alice. Odruchowo sprawdziła obecność Seana. Jego również nie było. „Ciekawe dokąd poszli, i czy są tam, gdzie są, razem" - przemknęło jej przez myśl. Uśmiechnęła się leciutko, ponieważ przez głowę przeleciała jej myśl o tym, co przyjaciółka robi właśnie z chłopakiem powiedzmy… W łazience na parterze. Stała w bezruchu w lekkiej hibernacji uśmiechając się do swoich myśli. Po chwili otrząsnęła się, jakby jej ciało przebiegł delikatny dreszcz. Podeszła do otwartego okna. Chciała popatrzeć na księżyc, ale nigdzie go nie było. Wydało jej się to dziwne. „Jak to możliwe?" - pomyślała. Uwielbiała astronomię. Niebo ją fascynowało. Jego widok sprawiał, że czuła się wolna. „Ufam mojemu niebu" - zwykła mawiać. Zawsze wydawało jej się takie niesamowite, tajemnicze i nieodkryte. Niezbadane. Dobrze znała cykl miesięczny księżyca i jego położenie o każdej godzinie nocy, każdego dnia. Wiedziała, że gdy teraz podejdzie do właśnie tego okna, ujrzy jego jasną tarczę na tle ciemnego nieba dokładnie przed sobą. Dziś miała być pełnia. Jednak nic takiego się nie stało. Księżyca zwyczajnie nie było w miejscu, w którym powinien był się znajdować. Lola oparła się o parapet i wyjrzała przez okno, wystawiając głowę na zewnątrz. Powietrze na dworze było nieruchome i duszne, pomimo zapowiadanych wichur. Zdezorientowana rozejrzała się po niebie. Przyszło jej na myśl, że księżyc z pewnością zasnuty jest grubą warstwą chmur, ale po chwili wykluczyła tę niedorzeczność. Zauważyła bowiem, że wszystkie gwiazdy były wręcz idealnie widoczne. Rozmyślania przerwał jej dziwny zapach, przybierający na sile z każdym oddechem. Po chwili jej myśli zajmował już tylko impuls przenoszony przez zmysły powonienia. Skupiała się nad jego delikatnymi, słodkawo - metalicznymi nutami, tym skąd przybył. Nagle poczuła silną potrzebę znalezienia źródła tego zapachu. Silną potrzebę posiadania go na własność, w obojętnie jakiej postaci. Słodkie nuty dolatywały zza jej pleców, z głębi pokoju. Odwróciła się szybko i węsząc niczym pies, próbowała zlokalizować źródło zapachu. Była tak zajęta szukaniem, że nie zauważyła tego, że właśnie zaczęła iść na czterech kończynach. W końcu wyczuła skąd dobiega tajemniczy zapach. Podeszła do Melanie i powoli, jak tylko mogła najciszej, nachyliła się nad nią. Długie włosy dziewczyny leżały dookoła, rozsypane na materacu. Miały piękny, złotawy odcień. Lola drżącą ręką odgarnęła je z twarzy i szyi leżącej koleżanki. Melanie spała głęboko, nie poczuła delikatnego dotyku lodowatych dłoni. Oddychała szybko i niespokojnie, widać było, że o czymś śniła. Raz po raz zaciskała mocniej powieki szepcząc coś lekko rozwartymi wargami, prawdopodobnie rozmawiając ze swoim snem. „Tak jak… Chris" – pomyślała Lola. Poczuła chwilowy niepokój, natychmiast rozwiany jednak przez wizerunek koleżanki pojawiający się przed jej oczami… „Melanie…" – przemknęło jej przez myśl. Nigdy specjalnie się nie lubiły. A przynajmniej Lola za nią nie przepadała. W poprzedniej szkole, do której chodziły razem, nie miały ze sobą zbyt dużo wspólnego. Dziś jednak zostały zaproszone na wspólną gigantyczną domówkę do bardzo bliskiej im obu koleżanki, więc nie robiły z tego powodu problemu. Dziewczyna nagle przekręciła się gwałtownie. Lola cofnęła dłoń, jednak po chwili opuściła ją z powrotem. Przesunęła palcem z pomalowanym na czarno paznokciem po szyi dziewczyny i popatrzyła na jej twarz. Wykrzywiała się w dziwnym grymasie, dokładnie takim samym jaki widziała u Chrisa. „Pewnie też miewa koszmary… Albo za dużo wypiła" - pomyślała i ponownie zajęła się kontemplacją szyi Melanie. Głowa dziewczyny opadła bezwładnie z materaca na podłogę. Lola znowu poczuła metaliczno – słodkawy zapach. Jej źrenice rozszerzyły się, poczuła jak krew pulsuje w jej żyłach. Tętno przyspieszyło, Loli zakręciło się w głowie. Była otumaniona, nie wiedziała co się z nią dzieje. Nie panowała nad swoim ciałem i uczuciami, zawładnęła nią żądza, której nie umiała nazwać ani nawet opanować. Ostatnim, co zapamiętała, był jakby rozlegający się jakby z oddali jej własny, dziki, prawie zwierzęcy ryk i widok zbliżającej się w jej stronę bieli skóry Melanie. Potem nie pamiętała już nic. Zapadła w stan głębokiego letargu. Nie czuła ani nie widziała. Żyła w próżni. A może wcale nie istniała.
Lola otworzyła oczy. Jasny strumień mocnego światła wdarł się przez uchylone powieki do jej wnętrza, wywołując wręcz palący głowę ból. Świadomość zaczynała pracować. Była otumaniona, czuła lekki szok. Zamrugała kilkakrotnie. Mrużąc oczy i trzymając się za głowę usiadła. Bardzo powoli i ostrożnie. Puls w głowie nie dawał jej żyć. Jęknęła cicho i zamknęła powieki. Tylko na chwilę. Siedziała. Kręciło jej się w głowie. Rozejrzała się po pomieszczeniu. Nie wiedziała, co się wydarzyło. Wszyscy stali dookoła, patrząc ze strachem na punkt znajdujący się prawdopodobnie gdzieś koło niej. Czuła się dokładnie tak, jak powinna - po długiej imprezie. Skacowana i na całkowitym haju. Zmęczona. Mimo wszystko, bardziej mimowolnie niż z własnej woli, podążyła za wzrokiem tłumu. Jęknęła. Ból dał znać o sobie, gdy odwracała głowę. Cofnęła ruch. Podniosła rękę i przyłożyła ją do skroni. Powoli, bardzo wolno, zaczęły do niej docierać pierwsze bodźce z otoczenia. Otworzyła zmrużone dotąd powieki. Prawie całkowicie świadomie zauważyła, że ludzie odsuwają się od niej z przerażeniem malującym się na twarzach. Nadal nie wiedziała o co chodzi. Jak za grubą warstwą mgły w jej umyśle ukazywały się szczątki obrazów, kolejno składających się w dłuższe sekwencje. Noc. Puste niebo. Gwiazdy. Ciemność. Czarna i nieprzenikniona. Długie włosy. Blada cera. Szyja. Palec z długim, czarnym paznokciem, kreślący delikatne łuki na białej skórze. Krzyk. Czerwień. Ciemność. A potem nic, potem nastała zupełna cisza. Lola martwym, nieobecnym spojrzeniem wyłowiła w tłumie twarz Alice. Wciąż czuła się trochę nieprzytomna. Zauważyła, że dziewczyna się boi. Ta wiadomość, długo przezierająca się przez grubą otoczkę jej świadomości, ostatecznie skłoniła ją do stwierdzenia, że stało się coś poważnego. Mimowolnie podążyła oczami za wzrokiem dziewczyny. Krzyknęła. Nagle odzyskała całą świadomość, szybkość ruchów i refleks. Odskoczyła do tyłu. Siedziała tak oparta plecami o ścianę, wciąż z przerażeniem odsuwając się od tego co przed chwilą zobaczyła. Jej oddech przyspieszył, czuła, jak napięły się wszystkie jej mięśnie. Z otwartych z przerażenia ust wydarł się szybki, donośny krzyk. Pisnęła. Bardzo głośno. Na jednym z welu materaców, przyniesionych tu specjalnie na tę okazję, tuż obok niej, leżało martwe ciało Melanie. Było w tragicznym stanie. Szyja i połowa brzucha były drastycznie poharatane, niczym po spotkaniu z głodnym niedźwiedziem. Wokół wiły się pokrwawione szczątki ubrań i wnętrzności dziewczyny. Melanie miała oczy otwarte, a jej gałki przewróciły się w tył, podbudowując tylko atmosferę grozy. Jej usta były rozchylone. Lola, podpierając się o ścianę, spróbowała wstać. Wciąż nie mogła oderwać oczu od tego, co leżało zaledwie o wyciągnięcie ręki od niej. Podniosła się szybko, gwałtownie. Zdecydowanie zbyt szybko. Głowa zabolała ją tak mocno, że na moment straciła przytomność i przewróciła się. Upadając przeciągnęła dłońmi po ścianie, zostawiając na niej krwawy ślad. Uchyliła powieki. Głowa pulsowała. Bolała. Bardzo. Złapała za nią, przeciągając dłonią po policzku. Poczuła wilgoć. Odsunęła rękę i nieprzytomnym wzrokiem spojrzała na nią. Krew. Wszędzie krew. Całe ręce we krwi. Teraz była już pewna, co się stało. Przypomniała sobie słodki, metaliczny zapach. Bardzo wyraźnie. Chciała spojrzeć raz jeszcze na zwłoki Melanie, jednak nie mogła. Odwróciła głowę w połowie ruchu i zmrużyła oczy. Światło wciąż ją raziło. Usiadła, dosyć nieudolnie i raptownie, powodując poruszenie tłumu gapiów, złożonego z imprezowiczów. Z jej znajomych. Przyjaciół. Tylko czy nadal nimi byli… Przecież się jej bali. Ponowiła próbę ze wstawaniem. Podniosła się, znów za szybko i ponownie straciła równowagę. Upadając złapała się sofy, znajdującej się obok, w zasięgu jej ręki. Dłoń, wciąż śliska od krwi, chwilę szukała oparcia. W końcu udało jej się stanąć o własnych siłach. Ból głowy dopiero teraz dał znać o swojej sile. Zrobiło jej się niedobrze. Miała ochotę zwymiotować. Tu teraz, na wszystkich, tak jak teraz stali. W ostatniej chwili powstrzymała się, żeby tego nie zrobić. Zrobiła krok w przód. Ludzie, zbyt przerażeni i sparaliżowani, by cokolwiek zrobić, wydali z siebie zbiorowy jęk, po czym szybko cofnęli się pod ścianę. Lola postawiła drugi krok. Tłumek znów jęknął. Warcząc nieznacznie, złapała się za głowę. Bolała niemiłosiernie. Czując się już pewniej we własnym ciele i na swoich nogach, ruszyła w stronę drzwi. Najpierw szła, potem ruszyła ciut szybciej. Wpadła na drzwi, napierając na klamkę. Ustąpiła z cichym trzaśnięciem. Dziewczyna wypadła na korytarz, potykając się o próg. Upadła na kolana, podpierając się dłońmi. Wstała. Zakręciło jej się w głowie. Złapała się za nią, schyliła się i zwymiotowała. Czarna maź wylatująca z jej wnętrza była gęsta i lepka. „Krew" – pomyślała Lola. Wyprostowała się. Teraz bolała ją i głowa i brzuch. Była cała poobijana. Ruszyła przed siebie. Zaczęła biec. Potykając się, zbiegła po schodach i dopadła szklanych drzwi. Naparła na nie z całej siły, jednak nie ustąpiły. „klucze" – pomyślała. Drżącymi dłońmi sięgnęła w stronę zamka. W ciemności wyczuła zimny, dosyć duży klucz wystający z dziurki tuż pod klamką. Złapała go śliskimi dłońmi i przekręciła. Trochę nieudolnie, ale w końcu udało jej się. Pchnęła szklane drzwi i wydostała się do ogromnego hallu. Biegła wprost do wyjścia. W końcu przekroczyła próg apartamentowca. Wypadła na dwór. Zimne, wieczorne powietrze uderzyło ją w twarz i nagie ramiona. I wtedy dotarło do niej. Właśnie zjadła swoją koleżankę. Na surowo.
_________________________________________________________________________________________
To 2/2 historyjka ale będzie ich więcej bo łamiemy prawa matematyki
A tak naprawdę napisze jeszcze dzisiaj kilka historyjek XD